Przychodzę do Was z propozycją rozpoczęcia nowej, blogowej serii pod tytułem ‚moja rutyna’. Co Wy na to? Będzie to polegało na tym, że za pomocą postów, będę regularnie zapoznawała Was ze zwyczajami, które praktykuje regularnie. O ile żyje w przekonaniu, że rutyna zabija kreatywność i niemal każde odejście od niej wychodzi nam na dobre, to takie powtarzane, przyjemne i małe czynności odstresowują i stają się częścią życia, nadając mu, paradoksalnie, zarówno spokoju, jak i dynamiki. Trzeba pamiętać także, że regularne robienie ‚małych rzeczy’ przeradza się w wielkie wyniki, a do potwierdzenia tego stwierdzenia idealnie wpasowuje się sport – moja rutyna, którą przedstawię Wam jako pierwszą.

Jest to moja pasja. Coś, bez czego mój tydzień nie byłby kompletny. Osobiście nie widzę w tym jedynie wyrabiania upragnionej figury. Przyświeca mi wzmocnienie siebie (nie tylko fizycznie), utrzymanie zdrowia oraz uczucie, którego nie zastąpi nic innego. Mówię tutaj o szczęściu, dumie z samej siebie po ukończeniu każdego treningu i kompletnym, chwilowym odizolowaniu się od codziennych problemów. Choć nie umiałabym wyobrazić sobie dla mnie lepszej pracy, czy lepszego towarzystwa niż te, które mam, fizyczny wysiłek jest genialną odskocznią od wszystkiego co mnie otacza. Pozytywnym rytuałem stały się częste joggingi i treningi na siłowni trzy razy w tygodniu. Nie wyobrażam sobie życia bez tego. Oczywiście nie obyło się bez wsparcia. Z tego tytułu, ogromne podziękowania trafiają do Macieja Michalika, trenera personalnego, który prowadzi mnie po tej ścieżce dzięki ogromnej wiedzy i bezwarunkowemu wsparciu. Uzależniłam się od wydzielających się w zawrotnym tępie endorfin i przesuwania granic wytrzymałości dalej i dalej. Do tego zachęcam każdego. Nieważne co chcemy przez to osiągnąć i jaki cel nam przyświeca – ruszajmy się, ćwiczymy i stale rozwijajmy.

IMG_2024Zrzut ekranu 2018-12-18 o 21.59.57IMG_2058Zrzut ekranu 2018-12-18 o 21.59.01IMG_2026IMG_2027IMG_2056IMG_2030IMG_2059Zrzut ekranu 2018-12-18 o 21.58.00IMG_2025